wtorek, 24 maja 2016

„HOME sweet HOME”

Jak fajnie brzmią te słowa. Kojarzą się z ciepłem i przytulnością domowego ogniska. Chętnie się gacie po te słowa w swoich pracach. Wasze hand made są cudowne, piękne dopracowane. Tylko czy wiesz, że „HOME sweet HOME”  to marka zarejestrowana, chroniona prawem autorskim. Wiesz, że ktoś sprzedaje swoje artykuły to co wytworzy pod tą właśnie nazwą?
Jeśli nie wiedziałaś to już wiesz, że zrobienie tabliczki powitalnej z takim napisem i sprzedaż jej jest sprzeczna z prawem. To jest w pewnym stopniu kradzież? To tak jakby produkować trampki i nazywać je Adidas.
Podejrzewam, że właściciele tej marki nie będą każdego pozywać do sądu. Dlaczego? A no dlatego, że to co stworzyłaś jest piękniejsze niż to co oni oferują i taki produkt jest świetną reklamą dla ich sklepu. Jakiemuś przechodniowi spodoba się lampion ogrodowy u „Pani Krysi”, który ręcznie wykonałaś. Więc co zrobi nie zamówi jej u Ciebie, a w Google wyszuka sobie właśnie „Home sweet Home”. Właśnie Twoja ciężka praca stała się darmową reklamą dla silnej i prężnie działającej marki rękodzieła.

Proszę obejrzyj popatrz po raz pierwszy i ostatni, bo już więcej nie będzie darmowej reklamy dla tej marki. „HOME sweet HOME” w wydaniu Lesnicy :   






















Nie będę promować ani reklamować innych twórców rękodzieła jeśli nie będę miała z tego przynajmniej satysfakcji.  Chętnie pomagam Tym, którzy tej pomocy potrzebują, odwdzięczą się komentarzem, udostępnieniem. Ale tak naprawdę ten blog jest o mojej pasji i mojej pracy więc sorki ale „HOME sweet HOME” nie będzie.
A już nie długo pokarzę to co popełniam i to wcale nie w wolnych chwilach a w chwilach kradzionych ;)


sobota, 21 maja 2016

Na początku było światło...

Tu kolejne zdjęcia pierwszych prób grawerowania, żeby pokazać że to wcale nie takie łatwe.
Czasem trzeba poświęcić kilka godzin żeby uzyskać zadowalający efekt. Czasem trzeba "materiał" odstawić w kąt i zacząć od początku na nowej szklance butelce.
Cierpliwość i jeszcze raz cierpliwość, a tego czasem brak.
Tak wyglądały kolejne próby pisania na szkle.


czwartek, 19 maja 2016

Flaszka na imieniny ;)

W maju jest kilka okazji, gdzie taka flaszeczka się sprawdzi.
Imieniny obchodzi Zofia i Iwona. Co prawda dla mamy taką flaszeczkę nie wypada dać, ale dla teściowej jak najbardziej.














Grawer w gotyckim stylu


wtorek, 17 maja 2016

Szklaneczki grawerowane

idealne na kompocik, albo trunki wyskokowe.
Ciągle dopracowuję metodę grawerowania, odkrywam jaki frez jaki daje efekt. Możliwości są nie ograniczone.
Przy okazji do Leśnicy w końcu zawitała wiosna.

sobota, 14 maja 2016

Grawer na szkle

Pierwsza próba grawerowania i to jest co tygryski lubią najbardziej.
Brakowało mi takiego szkicowania.
To jest zdecydowanie trudniejsze, bo jeden niewłaściwy  ruch ręką i trzeba się napracować żeby wszystko naprawić.
Szkicowanie zawsze było moją pasją, ale dziś nie wiele osób chce mieć szkice w domu. Zawsze można sobie wydrukować i powiesić na ścianie. A taki grawer na szkle jest czymś trudnym do skopiowania, podrobienia.
Zobacz sama:
Szkicowanie proste gorzej z pisaniem. To jest coś co trzeba dopracować.
Jedna butelka jest na olej, a druga na oliwę z oliwek.
Jak efekty moich pierwszych zmagań?





wtorek, 12 kwietnia 2016

Szkatułka ręcznie malowana

Zapewne zauważyłaś że sprzątam bloga. Wiele artykułów zniknęło. Ale nie bezpowrotnie. Są one do przeczytania na blogu SzaManki .
Sprzątam też w swoim życiu. Układam je jak klocki powolutku i starannie.
Dlaczego tak się dzieje? Odpowiedź w artykule na drugim blogu o tu.

Generalnie Lseśnica będzie blogiem o moim handmade.
Tu będę pokazywała moje eksperymenty w dziedzinie rekodzieła.

A dziś mam do pokazania szkatułkę. Początkowo była biała. Z transferem.
Wnętrze zostało całkiem surowym nie lakierowanym drewnem. Lubię takie kontrasty.

Użyłam białej farby akrylowej do ścian, marki "Śnieżka". Nie mam żadnych wyrzutów sumienia, że to nie jest farba profesjonalna dla rękodzielników. Liczy się efekt.
Transfer zrobiłam na nitro, ale wyszedł "bladziutki". Więc nie pozostawało mi nic innego jak poprawić go ręcznie. Do przyciemnienia nadruku użyłam czarnego pigmentu również śnieżki. Jest tylko małe zastrzeżenie. Sam pigment bardzo długo schnie. Dobrze jest go rozcieńczyć.
Woda się nie nadaje bo kolor traci intensywność. Poza tym przesychanie nie jest tak szybkie jak tego oczekiwałam.
Do rozcieńczania świetnie nadaje się spirytus. Akurat miałam pod ręką spirytus kosmetyczny, ale ten z monopolowego też dobry. Kolor czarny pozostał czarny, a pigment nie stracił swej gęstej konsystencji. Jeszcze jedna uwaga pigmentu nie mieszasz ze spirytusem. Jedynie maczasz pędzel w jakże wyskokowej cieczy :)
Wzór jest dość skomplikowany, ale dzięki temu szkatułka nie wygląda spartańsko. Gdybym użyła innego koloru do tego motywu z kolei stała by się ona zbyt krzykliwa.
Stosując taki wzór i dobór kolorów osiągnęłam harmonię.

Ostatni etap lakierowanie przecieranie i znowu lakierowanie.
Najbardziej żmudna praca. Ale to dzięki niej szkatułka nabrała blasku.
Przed lakierowaniem należy zabezpieczyć wzór lakierem podkładowym może być akrylowy lub w sprayu. Jako, że nie posiadałam żadnego z nich motyw zabezpieczyłam lakierem do włosów. :)
No i też straciła swoją nieskazitelną biel. Ale to też duży plus. Taki lekko przełamany kolor nadaje jej charakteru. Wydaje się być lekko starsza i z duszą.


A teraz zapraszam do oglądania.




piątek, 19 grudnia 2014

A miało być tak pięknie

Miała być choinka, stroiki, dekoracje z lampek i nowe zasłonki.
Choinka będzie a jakże...
cała reszta także, ale nowe zasłonki no cóż niestety...
Do tej pory nie miałam zasłonek w oknach a jedynie firanki.
Uważałam że zasłonki zmniejszają optycznie okna.
Długo szukałam pomysłu na to jak optycznie powiększyć przestrzeń okienną.
W końcu wymyśliłam...
powstał projekt, później wykrój i na końcu zostało szycie.
ech rzeczy martwe nie zawsze chcą współpracować. Moja maszyna ciągle plątała nić i nie pomagały żadne regulacje, zmiany nici ani igieł. Obraziła się na zasłonki i koniec.
Pozostawało mi tylko szyć a co nie było dobrze to pruć i szyć od nowa.
spędziłam na uszyciu ich całe 3 dni...

a teraz służą dla Olika jak lina okrętowa lub wspinaczkowa
i tylko patrzeć kiedy karnisz nie wytrzyma...
wyglądają jakby ktoś je zmiętolił.
O co się rozchodzi?
a właśnie o to:

a miałam już usiąść i tylko czekać...